No i udało się. Po tygodniu pracy, dziesiątek metrów wyrzuconych nici, litrach wypitej kawy i na resztkach cierpliwości w końcu jest. Po raz pierwszy łączyłam czółenkiem dwa rzędy. Pomocnika do pikotek nauczyłam się używać dopiero w połowie drugiego okrążenia. Niektórych rzeczy się po prostu domyślałam jak robić, co z czym łączyć i mimo wielu nierówności i niedociągnięć czuję się jakbym zdobyła Mont E...nie będę przesadzać, niech będzie, że Śnieżkę :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz